Pacjentka opisuje swoją drogę po diagnozie raka piersi, którą usłyszała po rutynowym badaniu. Jej pozytywne doświadczenia z leczenia w warszawskim Centrum Onkologii przeczą negatywnym mitom.
Wykrycie zmian i diagnoza
Podczas rutynowej mammografii w lewej piersi pacjentki wykryto mikrozwapnienia oraz podejrzane zaciemnienie. Skierowano ją na dalsze badania, w tym mammografię celowaną i dwie biopsje, które ostatecznie potwierdziły obecność komórek nowotworowych.
Diagnoza postawiona przez chirurga onkologa brzmiała: rak wewnątrzprzewodowy in situ. Jest to przedinwazyjna forma nowotworu, która wiązała się z dobrymi rokowaniami i kwalifikowała pacjentkę do operacji oszczędzającej pierś.
Doświadczenia z leczenia onkologicznego
Pacjentka podkreśla pozytywne doświadczenia z personelem medycznym w Centrum Onkologii na warszawskim Ursynowie. Opisuje lekarzy jako empatycznych, cierpliwych i rzeczowych, którzy w przystępny sposób wyjaśnili jej wyniki badań oraz planowany przebieg leczenia.
Kobieta chwali również organizację konsylium lekarskiego, na które przyszła z dorosłym synem. Zaznacza, że obecność osoby towarzyszącej jest kluczowa, ponieważ w stresie związanym z diagnozą łatwo zapomnieć o ważnych informacjach przekazywanych przez specjalistów.
Osiem miesięcy leczenia i refleksje
Cały proces leczenia, od pierwszej mammografii do zakończenia radioterapii, trwał osiem miesięcy. Obejmował on operację, po której pacjentka spędziła w szpitalu trzy dni, a następnie rehabilitację oraz serię naświetlań.
Autorka listu konkluduje, że jej historia obala negatywne stereotypy na temat polskiej onkologii, często powielane w mediach. Podkreśla kluczowe znaczenie badań profilaktycznych, cytując słowa lekarza: „to dobrze, że wykryto”.
Źródło: https://www.medonet.pl/choroby-od-a-do-z/choroby-nowotworowe,onkolog-po-mammografii-powiedziala--to-rak--ale-takie-kiziu-miziu--list-do-redakcji-,artykul,28409607.html
