Nowoczesna diagnostyka pozwala wykrywać nowotwory, które nigdy nie zagroziłyby życiu pacjenta. Zjawisko to, zwane nadwykrywalnością, prowadzi do agresywnych terapii, które przynoszą więcej szkód niż korzyści.
Mechanizm epidemii diagnoz
Nadwykrywalność nie jest błędem lekarza, lecz rozpoznaniem zmiany, która biologicznie jest nowotworem, ale w praktyce nie stanowi zagrożenia. Zjawisko to wynika z ogromnej czułości nowoczesnych narzędzi diagnostycznych oraz tzw. biasów przesiewowych, które faworyzują wykrywanie guzów wolnorosnących i o łagodnym przebiegu, podczas gdy agresywne formy raka często rozwijają się zbyt szybko, by zostać uchwycone w badaniach rutynowych.
Problem dotyczy zwłaszcza nowotworów prostaty, tarczycy, płuca oraz raka piersi. Postęp technologiczny, jak czułe aparaty USG, pozwala na identyfikację zmian indolentnych, czyli niegroźnych w skali życia pacjenta. Występuje też tzw. obligatoryjna nadwykrywalność, gdy pacjent umiera z innych przyczyn, zanim zdiagnozowany nowotwór zdążyłby dać jakiekolwiek objawy.
Pułapki badań przesiewowych
Choć programy skriningowe ratują życie, mają też drugą stronę medalu. Badania wskazują, że u kobiet po 70. roku życia nadrozpoznawalność raka piersi jest powszechna, ponieważ wiele wykrytych zmian nie wpłynęłoby na ich zdrowie przed naturalnym końcem życia. Mimo to standardowe procedury często narzucają inwazyjne leczenie, które nie jest konieczne.
Podobna sytuacja ma miejsce w przypadku raka tarczycy. W krajach, które wprowadziły masowe badania przesiewowe szyi, liczba diagnoz wzrosła kilkukrotnie, jednak śmiertelność z powodu tego nowotworu pozostała na niemal niezmienionym poziomie. Jest to dowód, że medycyna zaczęła leczyć zmiany, które bez interwencji lekarza nie wyrządziłyby pacjentom żadnej szkody.
Skutki niepotrzebnej terapii i nowe podejście
Decyzja o leczeniu „na wyrost” niesie ze sobą poważne konsekwencje fizyczne i psychiczne. Operacje, chemioterapia czy radioterapia to procedury obciążające organizm i mogące powodować trwałe skutki uboczne. Jak alarmuje prof. Paweł Rajwa, diagnoza nieistotnego klinicznie nowotworu sprawia, że zdrowa osoba staje się pacjentem onkologicznym, co wiąże się z ogromnym stresem i niepotrzebnym, inwazyjnym leczeniem.
Rozwiązaniem nie jest rezygnacja z diagnostyki, lecz świadome podejście do jej wyników. W onkologii coraz częściej zaleca się strategię tzw. aktywnego nadzoru, szczególnie w przypadku raka prostaty. Polega ona na regularnym monitorowaniu zmiany bez natychmiastowej interwencji chirurgicznej, co pozwala wielu pacjentom uniknąć inwazyjnej terapii przez lata.
Źródło: https://pacjenci.pl/wiele-nowotworow-leczonych-jest-na-wyrost-to-epidemia-nadwykrywalnosci-raka-mu-winn-050326
