W wieku 50 lat, po diagnozie raka piersi, pani Weronika całkowicie odstawiła alkohol. W osobistej historii, którą podzieliła się z portalem Medonet, analizuje swoje wcześniejsze życie i dochodzi do wniosku, że regularne spożywanie alkoholu, postrzegane przez nią jako miara sukcesu, mogło być jednym z czynników, które doprowadziły do rozwoju choroby.
„Złudne poczucie kontroli”
Przed diagnozą pani Weronika prowadziła intensywne życie zawodowe i towarzyskie, w którym alkohol był stałym elementem. Jak opisuje, towarzyszył jej zarówno w chwilach sukcesu, jak i porażki. Spożywanie drogich alkoholi, takich jak szampan i włoskie wino, dawało jej „złudne poczucie kontroli nad życiem i było miarą sukcesu”, czy to podczas wakacji, czy wieczornych seansów filmowych.
Z czasem alkohol przestał być jedynie dodatkiem do spotkań towarzyskich i stał się sposobem na radzenie sobie z samotnością. Pani Weronika podkreśla, że nigdy nie uważała się za alkoholiczkę i nie upijała się, ponieważ codzienne obowiązki wymagały od niej pełnej sprawności — musiała zajmować się synem, domem i wymagającą pracą.
Pierwsze sygnały ostrzegawcze
Mimo braku typowych oznak upojenia alkoholowego, organizm zaczął wysyłać niepokojące sygnały. Jak wspomina pani Weronika, po czterdziestym roku życia coraz trudniej było pić bez skutków ubocznych. Pojawiło się ciągłe zmęczenie, a noce przestały przynosić odpoczynek z powodu regularnego budzenia się między drugą a trzecią nad ranem.
Dopiero po zachorowaniu, gdy zaczęła interesować się swoim ciałem i jego rytmem, powiązała te objawy z możliwym przeciążeniem wątroby. Wcześniej jednak ignorowała narastające zmęczenie oraz problemy ze snem, przypisując je intensywnemu trybowi życia i tłumacząc sobie, że „co nas nie zabije, to wzmocni”.
Diagnoza i przełom
Przełom nastąpił po 50. urodzinach, kiedy podczas samobadania pod prysznicem wyczuła guzy w piersi. Dzień, w którym otrzymała wynik biopsji potwierdzający raka, był jednocześnie ostatnim dniem, w którym sięgnęła po alkohol. „Piłam, płakałam, nawet wyłam z rozpaczy… I to był ostatni raz, kiedy alkohol był obecny w moim życiu” — wspomina w swoim liście.
Nowe życie w trzeźwości
Diagnoza i leczenie onkologiczne stały się początkiem głębokich zmian w życiu pani Weroniki. Odstawienie alkoholu było częścią większej transformacji, która objęła zmianę diety, rozpoczęcie regularnej aktywności fizycznej oraz rezygnację z części obowiązków zawodowych. Jak podkreśla, odzyskała spokojny sen i zaczęła słuchać sygnałów płynących z jej ciała, co było niemożliwe z „kieliszkiem wina w ręku”.
Źródło: https://www.medonet.pl/psyche/uzaleznienia,z-sidel-alkoholu-wyrwal-ja-rak--weronika--pilam--plakalam--wylam-z-rozpaczy,artykul,38497013.html
