Historia 35-letniej pacjentki pokazuje, jak trudna może być droga do remisji w szpiczaku plazmocytowym, chorobie typowej dla seniorów. Mimo zaawansowanego stadium nowotworu i niezwykle ciężkiego leczenia, w tym przeszczepu szpiku, kobieta od sześciu lat żyje w remisji dzięki terapii podtrzymującej, która pozwoliła jej odzyskać jakość życia.
Diagnoza nietypowa dla wieku
Początkowe objawy, takie jak permanentne zmęczenie i utrata apetytu, 35-letnia pacjentka przypisywała intensywnej pracy i opiece nad dzieckiem. Dopiero badanie krwi, które wykazało trzycyfrowe OB, doprowadziło do dalszej diagnostyki i potwierdzenia szpiczaka plazmocytowego w IV, zaawansowanym stadium. Diagnoza choroby typowej dla osób po 60. roku życia była dla niej szokiem.
Moment diagnozy pacjentka porównuje do utraty gruntu pod nogami i zderzenia z informacją, że nigdy nie będzie w pełni zdrowa. Wsparcie rodziny i myśl o małej córeczce stały się motywacją do podjęcia walki i wyjścia z psychicznego kryzysu. Pomimo szoku, szybko rozpoczęto leczenie w postaci chemioterapii.
Przeszczep szpiku – kluczowy i najtrudniejszy etap
Po roku leczenia kluczowym elementem terapii był autologiczny przeszczep szpiku, który pacjentka określa jako niezwykle trudny czas. Procedura wiązała się z prawie dwumiesięczną izolacją w specjalnym pomieszczeniu, a ze względu na niską masę ciała pacjentki, była obarczona wysokim ryzykiem. Świadomość, że jest to jedyna opcja ratująca życie, pozwalała jej przetrwać najcięższe chwile.
Okres okołoprzeszczepowy charakteryzował się ogromnym bólem, który wymagał podawania morfiny, oraz uporczywymi wymiotami trwającymi dwa miesiące. Pacjentka wspomina, że bolało ją całe ciało, a układ pokarmowy przestał funkcjonować, co wymusiło miesięczne żywienie pozajelitowe. Mimo to, w okresach między pobytami w szpitalu, starała się kontynuować pracę, co pozwalało jej odrywać myśli od choroby.
Remisja dzięki leczeniu podtrzymującemu
Po przeszczepie i rocznym okresie rekonwalescencji, pacjentka rozpoczęła leczenie podtrzymujące, które trwa do dziś. Dzięki niemu od sześciu lat utrzymuje się w remisji, co w przypadku nieuleczalnej choroby, jaką jest szpiczak, jest ogromnym sukcesem terapeutycznym. Terapia polega na comiesięcznym podawaniu zastrzyku w brzuch.
Leczenie podtrzymujące nie jest wolne od skutków ubocznych; pacjentka doświadcza po zastrzyku mdłości i dreszczy, a iniekcje są bolesne. Jednak regularna terapia jest kluczem do kontrolowania choroby i pozwala prowadzić aktywne, niemal normalne życie, włączając w to pracę zawodową i realizację pasji.
Nowa jakość życia po chorobie
Przełomowym momentem w radzeniu sobie z lękiem i akceptacji choroby był wyjazd na turnus rehabilitacyjny zorganizowany przez stowarzyszenie pacjentów. Kontakt z innymi osobami, które mimo choroby cieszą się życiem, pozwolił pacjentce zmienić perspektywę i porzucić rolę perfekcjonistki. Zaangażowała się w wolontariat, aby pomagać innym chorym.
Świadomość, że szpiczak jest chorobą nieuleczalną, paradoksalnie stała się dla niej motywacją do bardziej intensywnego życia. Pacjentka wróciła do pracy, ale bez dawnej presji, a zaoszczędzone pieniądze przeznacza na podróże i realizację marzeń, żyjąc w zgodzie ze sobą.
Źródło: https://pacjenci.pl/przygotowania-do-przeszczepu-byly-koszmarem-ale-wiem-ze-uratowal-mi-zycie-eb-11032026
