Martyna mówi, że wypadek samochodowy uratował jej życie, choć wtedy była przekonana, że je niszczy. Stała na czerwonym świetle, dzień jak każdy: zero kaszlu, zero duszności, normalne życie, praca, treningi. Nagle uderzenie.
Po wypadku zaczęły jej drętwieć ręce i nogi, więc pojechała na SOR, myśląc, że to problem z kręgosłupem. Lekarz uspokoił ją, że z szyją wszystko jest w porządku, ale tomografia pokazała coś zupełnie innego: guz w płucu.
Dwa dni później była już w szpitalu. Badania, czekanie i operacja, która w praktyce wydarzyła się po dwóch tygodniach, choć początkowo wcale nie było pewne, że do niej dojdzie. W trakcie okazało się, że nowotwór jest bardzo agresywny i zdążył rozprzestrzenić się na węzły chłonne. Usunięto guz i część węzłów, ale nie wszystkie.
Po badaniach Martyna usłyszała diagnozę: niedrobnokomórkowy rak płuca z mutacją ALK+. Najbardziej porażało ją to, że nie miała żadnych objawów. Mówi wprost: gdyby nie wypadek, mogłaby nie dowiedzieć się o chorobie, dopóki nie byłoby za późno.
Po operacji usłyszała zdanie, które ją zmroziło: „Ma pani 5% szans na przeżycie roku.” To był szok. Potem wszystko potoczyło się błyskawicznie: diagnostyka (tomografia, RTG, spirometria, bronchoskopia) i badania materiału pooperacyjnego. Po usunięciu 2/3 płuca guz trafił też na badanie genetyczne, które potwierdziło mutację ALK+.
Dzięki temu Martyna trafiła do specjalisty i mogła rozpocząć leczenie molekularne, dopasowane do typu nowotworu. Początkowo zadziałało: węzły się zmniejszały, komórki nowotworowe obumierały. Po 7–10 miesiącach leczenie przestało działać, więc przeszła radio-chemioterapię: dwa cykle chemii i 30 naświetlań. Później dostała kolejny lek, obecnie ostatni dostępny dla jej typu nowotworu. Podkreśla, że jest bardzo drogi, ale na szczęście refundowany.
Aktualnie wyniki są dobre, choć leczenie nadal trwa i w jej przypadku ma trwać do końca życia. Najtrudniejszym skutkiem ubocznym była neuropatia: ból, którego nie da się opisać.
Martyna kończy mocnym przesłaniem: nadal żyje, nadal walczy i nadal ma siłę. Zachęca, żeby szukać specjalisty, nie bać się kilometrów, dbać o głowę i być wśród ludzi, a także pogłębiać wiedzę i nie wierzyć ślepo statystykom.